5 szkiców o „łejerskich” tradycjach z okazji 50 – lecia „łejerowania”
Szkic nr I: Edukacja „z duszą” w Szkole Podstawowej nr 83 „Łejery” w Poznaniu
Katarzyna Sadowska
Wprowadzenie
Tytuł szkicu nawiązuje do wielokrotnie wyrażanej przez Elżbietę Drygas i Jerzego Hamerskiego potrzeby powołania do życia szkoły z „duszą”, której im samym w dzieciństwie zabrakło, autorów Koncepcji Szkoły Łejery… Szkoła założona w 1990 obecnie jest placówką funkcjonującą w oparciu o eksperyment pedagogiczny o nazwie: „Teatr jako środek wszechstronnego rozwoju uczniów – nauka przedsiębiorczości”, który realizowany jest obecnie według koncepcji zarówno Jerzego i Eli, jak i nauczycielki zajęć teatralnych – Anny Zawadzkiej oraz dyrektora placówki – Karola Sarny.
Początki pedagogiki „łejerskiej”
Początki pedagogiki „łejerskiej” sięgają późnych lat 60 – tych XX wieku, kiedy to Jerzy Hamerski, zaproszony do Poznania przez Profesora Heliodora Muszyńskiego nadającego szczególną rolę pracy grupowej w procesie szeroko pojętej edukacji, poprowadził wraz z Barbarą Śreniowską drużynę „Otwartych” w Szkole Podstawowej nr 76 na ul. Sierakowskiej w Poznaniu. Wspólnie z Barbarą Jerzy zbudował koncepcję „Cztery klucze do jednego człowieka”. O swoich doświadczeniach w „Otwartych” pisze m. in. Mariusz Winkler – podopieczny Jerzego i jednocześnie „Czerwony” – bohater z książki Marcina Przewoźniaka „Trzy przystanki do teatru”, w której można zapoznać się z historią „Otwartych” i historią powstania teatralnej zerówki „łejerskiej” . M. Winkler wspomina:
„Byliśmy bardzo młodzi i nie zwracaliśmy uwagi na pastelowe szarości naszej codzienności. Pięknie odważni i niepoważni szukaliśmy sposobu, aby spełniać błąkające się w naszych głowach marzenia. Stał się cud, bo w naszej budzie (szkole) wylądowali hipisi w mundurkach! Szaleńcy, którzy nie bacząc na nic, chcieli dzieciakom, czyli nam, stworzyć troszkę bardziej kolorowy świat. Ci Szaleńcy, używając różnych „kluczy“, przemieniali nas z marzycieli w wesołych i otwartych na świat ludzi. Pryskały kompleksy, niemożliwe stawało się osiągalne, a wszelkie przeszkody stawały się jedynie kolejnymi schodkami do pokonania. Tak było kiedy sala gimnastyczna naszej szkoły zmieniała się w amfiteatr, czy kiedy w teatralnym taborze zmierzaliśmy na rowerach z Poznania do Kielc”.
W roku 1975 Hamerski założył oparty na ideach „Otwartych” oraz koncepcji Zbigniewa Czarnucha – założyciela lubuskich „Makusynów” dziecięcy teatr gromadny „Łejery”, któremu nazwę nadał, by nawiązać od pochodzącego z gwary poznańskiej zawołania dziecka zachwyconego i zadziwionego odkrywaniem piękna świata.
Elżbieta i Jerzy od 35 lat przekonuje, że szkoła nie musi być „sztampowa” , lecz może być tak „wymyślona i zagospodarowana, że staje się miejscem przyjaznym tym, którzy tam przychodzą”. Zdaniem poznańskich pedagogów „łejerskich” „szkoła tworzy mikrokulturę – bez przypadkowych sprzętów, mebli, bez niepotrzebnych rekwizytów. To co znajduje się w szkole, powinno mieć swoje historie, żeby uczniowie mogli te historie poznać i poczuć się częścią wielkiej – małej historii swojej szkoły”. Dla Elżbiety Drygas od początku jej pracy pedagogicznej ważna była „wolność działań dydaktycznych i wychowawczych”, którą można byłoby zaszczepić w całej szkole.
Atmosferę panującą w placówce w nawiązaniu do początków jej istnienia Hamerski opisuje w następujący sposób:
„zintegrowany program, likwidacja dzwonków, opisowa ocena. Ale wtedy pracowaliśmy w dużej konspiracji nowatorskimi metodami. Wkrótce okazało się, że inni też chcą tak uczyć. (…)”.
W szkole Podstawowej nr 83 im. Emilii Waśniowskiej w Poznaniu zwanej „Łejerami” teatr, w sposób naturalny, przenika do niemalże wszystkich obszarów edukacji dziecka, wartością jest sztuka, która pomaga w procesie integralnej edukacji dzieci i młodzieży, pielęgnowany jest dziecięcy wolontariat, tutoring dziecięcy, rodzice współdziałają z nauczycielami, zwraca się ponadto uwagę na indywidualność dziecka oraz przestrzega demokracji.
Teatralna zerówka jako źródło koncepcji edukacji dziecka Elżbiety Drygas i Jerzego Hamerskiego
O początkach koncepcji teatralnej zerówki Jerzy Hamerski pisze w następujący sposób:
„Nadszedł historyczny rok 1989, wybory 4 czerwca otworzyły drogę do wolności. Otworzyły też nowe drogi szkołom”.
Jak wspominają założyciele szkoły, Elżbieta „od lat” opowiadała, „że przy Jurku marzyć jest niebezpiecznie. Któregoś razu, wymsknęło jej się: „Jurek, a może byśmy szkołę założyli?” Następnego dnia już biegaliśmy z „taczkami”. Zaczęliśmy wymyślać szkołę naszych marzeń, szkołę mądrą, przyjazną, twórczą i tolerancyjną. Szkołę, w której przez zabawę w teatr uczy się dzieci najpiękniejszych umiejętności. Odpowiedzialności, odwagi, sprytu, radzenia sobie z każdą trudnością. Szkołę z własnym obliczem, programowym pomysłem, czyli „szkołę autorską”.
Początki koncepcji szkoły, w której wychowanie opiera się na sztuce wiążą się z pomysłem Elżbiety i Jerzego, którzy w 1990 roku, mając już wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu teatrów dziecięcych i młodzieżowych, a także wiele sukcesów w tym obszarze, powołali do życia pierwszą w Polsce teatralną zerówkę. Siedziba teatralnej zerówki mieściła się wówczas w Młodzieżowym Domu Kultury nr 2 na Cytadeli w Poznaniu. Pedagodzy „łejerscy” „umówili się” z rodzicami zapisanej do zerówki dzieci, „że jeśli po roku nic z tego nie wyjdzie”, rozstaną się i ich dzieci i te, „pójdą do innych szkół”. Przygotowując się do realizacji pomysłu Hamerski i Drygas, w drugim semestrze roku szkolnego 1989/90 „wędrowali” „od zerówki do zerówki, by prowadzić zajęcia z sześciolatkami, by sprawdzić, czy dzieci „kupują” (…) teatralne metody” i czy są w stanie skomunikować się z dziećmi wdrażając w życie przyjęte założenia:
Sprawdzaliśmy, czy nasze pedagogiczne doświadczenie da się „przełożyć” na sześcioletniego człowieka. Z każdą wizytą nabieraliśmy pewności, że możemy podjąć próbę powołania do życia naszej „teatralnej zerówki“.
Jerzy wspomina także sposoby, w jaki ich wizyty przyjmowane były w odwiedzanych placówkach:
W większości przypadków z zaciekawieniem, z aprobatą. Mieliśmy jednak w jednej ze szkół taką reakcję: nauczycielka przywitała nas tekstem: „No, to róbcie sobie te swoje pierdoły, a ja pójdę napić się kawy“. Niezrażeni, robiliśmy te nasze „pierdoły”, ku uciesze i wielkiemu zainteresowaniu sześciolatków.
Początki sformalizowane działalności oświatowej Jerzy Hamerski wspomina w następujący sposób:
„W czerwcu 1990 roku mieliśmy zezwolenie na założenie „Teatralnej zerówki”, osiemnaścioro dzieci, wieloletnie doświadczenie pedagogiczne i artystyczne, zarys koncepcji, pomieszczenie w stanie surowym w MDK nr 2 w Poznaniu, a przede wszystkim wielką chęć do pracy. Nie mieliśmy: stołów, krzeseł, tablicy… i pieniędzy”.
Jerzy przypomina także, iż kolejny już raz w jego życiu okazało się, że „dla chcącego nie ma nic trudnego”. Aby „zerówka” mogła wystartować w dniu 1 września 1990 roku, krzesła oraz stoły zalegające na strychu w dotychczasowym miejscu podarowało Hamerskiemu i Drygas przedszkole na „Teatralce”, a wykładzina trafiła do MDK z Targów Poznańskich. Farby do odświeżenia wnętrz oraz tablicę zapewniła dyrekcja MDK. Jak wspomina założyciel „Łejerów”:
„Przed przystąpieniem do urządzania naszej pierwszej sali, pamiętaliśmy o tym, aby jej wygląd był zgodny z marzeniami, które zawarliśmy w naszej koncepcji, czyli z łamaniem stereotypów. W sierpniu zakasaliśmy rękawy i z entuzjazmem przystąpiliśmy do pracy. Ku naszej radości dołączyli do nas niektórzy rodzice, a wśród nich tata znający się na elektryce. Poszły w ruch majsle i młotki, zawarczały wiertarki, zapachniało gipsem i farbami” .
„Łejerscy” pedagodzy wspominają ponadto, że fakt pozyskania rodziców do współdziałania na rzecz przygotowania przestrzeni edukacyjnej dzieci umożliwił dorosłym nawiązanie bliskich relacji, które zaowocowały powstaniem tzw. „spuły”, czyli „spółki dzieci, nauczycieli i rodziców – jednego z najważniejszych filarów koncepcji programowej szkoły” (Hamerski, 2020a).
Gdy pod koniec wakacji „Pomarańczarnia” – pierwsza sala przeznaczona dla dzieci podejmujących roczne przygotowanie do edukacji szkolnej – była gotowa, na „dzieci czekało pięć kwadratowych stolików z malutkimi krzesełkami w kolorze pomarańczowym i z dużymi lampami nad nimi. Na podłodze wykładzina, a w oknach piękne firany uszyte przez łejerskie mamy”. Na stole nauczycielskim rodzice postawili „wielki bukiet astrów”, a „żeberka kaloryferów pomalowane zostały w kolory tęczy”.
J. Hamerski opisuje także dzień inauguracji działalności „teatralnej zerówki” – 1września 1990 roku, który jak twierdzi, był pięknym słonecznym dniem:
„Zegar na zamkowej wieży wskazywał 11.30. Staliśmy na schodach, oczekując naszych pierwszych uczniów. W najbardziej zaprzyjaźnionym i magicznym dla nas miejscu, poznańskim zamku wszystko było przygotowane na ostatni guzik. W samo południe otoczył nas tłumek rodziców ze swymi, odświętnie ubranymi i podekscytowanymi, sześciolatkami. Udaliśmy się na podwórzec z tyłu zamku. Tam ogłosiliśmy dzieciom, że przejdą próbę odwagi i zawiązaliśmy im oczy chustami jak w zabawie w ciuciubabkę”.
Wówczas to w górę, po spiralnych schodach ruszył „sznurek trzymających się za ręce przejętych maluchów, by dotrzeć na scenę Teatru Animacji. Zabrzmiał gong, kurtyna poszła w górę, zapłonęły reflektory, dzieci zdjęły chusty, a na widowni rozległy się gromkie brawa rodziców i zaproszonych gości. Na scenie widok niezapomniany widok: gromadka przytulonych do siebie dzieci, a w tle, w kształcie tarczy szkolnej, teatralna maska. Pierwszym zadaniem aktorskim był ukłon”. Z dziećmi na scenie stała uśmiechnięta Elżbieta Drygas, a uczniowie zerówki przeszli swoją pierwszą, jak o określił wówczas Jerzy, „próbę odwagi”. Jerzy, życzliwym i spokojnym głosem, opowiadał swoim podopiecznym o miejscu, w którym przebywają oraz o tym, jakie przygody będą razem z nauczycielami i rodzicami przeżywać podczas edukacji. Dzieci otrzymały następie tarcze szkole wyglądem przypominające teatralne maski i odbyły się przemówienia:
Pani Katarzyna Grajewska – kierownik literacki teatru, wręczyła nam teatralną kurę z życzeniami, by znosiła nam tylko złote jaja. Na zakończenie uroczystości zabrzmiał gong, a my wygłosiliśmy historyczną formułkę: „Teatralną zerówkę u Łejerów uważamy za otwartą!”. Kura ta, nazwana „Kwoką” była pierwszą lalką sceniczną, jaka towarzyszyła „łejerskim” uczniom.
Jerzy wspomina także, że od tego momentu rozpoczęło się to, co było najważniejsze, za które uważa pracę z dziećmi. W dniu 2 września przychodzących do szkółki dzieci z rodzicami witała „rozdzwoniona dzwoneczkami” wierzba rosnąca przed MDK na Cytadeli, a nad drzwiami widniał szyld: „Teatralna Zerówka u Łejerów”. W drzwiach budynku stali, jak moment ten wspominają Jerzy oraz Elżbieta, „bardzo przejęci założyciele”:
„W drzwiach my, bardzo przejęci zapraszaliśmy dzieci wraz z rodzicami do „Pomarańczarni”, gdzie odbyła się uczta pomarańczowa i wspólna nauka piosenki na dobry początek „No to co” do słów Marii Szypowskiej i muzyki Hamerskiego. Dzieci śpiewały przy akompaniamencie akordeonu, na którym grał Jerzy:
„Rzecz to pewna, rzecz to znana, że się trzeba śmiać od rana.
Choćby nawet z trudem szło, no to co, no to co.
To nie czary, to nie cuda, wszystko się chętnemu uda.
Choćby nawet z trudem szło, no to co, no to co.
Komu nie brak jest ochoty ten nie boi się roboty.
Choćby nawet z trudem szło, no to co, no to co”.
W dniu 3 września „do przytulnej, funkcjonalnie i estetycznie urządzonej „Pomarańczarni” wtargnęło 18 rozwrzeszczanych istotek, zagłuszając delikatny dźwięk dzwoneczka i nasze powitanie: „Dzieńdoberek”. Przypominały rozbity termometr, z którego rozsypała się rtęć i trzeba ją pozbierać. Trudne! Spojrzeliśmy na siebie bezradnie i jednocześnie powiedzieliśmy: „nikt nie obiecywał, że będzie łatwo”. Trzeba było to towarzystwo szybko spacyfikować, ale tak, by zaczęło nas słuchać i się nas nie wystraszyło. Na początku pomogła nam zabawa w „Pająka i muchy” i zawołanie: My: Uwaga! Dzieci: Już! …następowała cisza”.
Hamerski wspomina, że przez wiele lat tzw. wypróbowanym przez niego „sposobem na organizowanie dziecięcego zespołu” były zabawy i gry teatralne:
„Nam sprawdzał się przez lata „Teatrzyk na zielonej trawce”, czyli zbiór ćwiczeń rytmicznych i ruchowych, zabaw, prostych piosenek, wierszyków, które mogą istnieć oddzielnie, a można też zbudować z nich dziesięciominutowy program artystyczny, będący pointą półrocznej lub całorocznej pracy. Efektem wychowawczo-artystycznym przedstawionego programu jest integracja gromady, „rozkręcenie” artystyczne, tzn. nabranie gotowości scenicznej, umiejętności zagospodarowania przestrzeni, usprawnienie ruchów, ćwiczenie pamięci, rytmu itp., bez zatracania dziecięcej spontaniczności, mimo że wykonanie programu wymaga zbiorowej i indywidualnej dyscypliny”.
Założyciel opisuje ponadto, iż w pierwszym roku istnienia „szkoły, a właściwie „teatralnej zerówki” staraliśmy się na wszystkie sposoby łamać szkolne stereotypy. Między innymi postanowiliśmy zlikwidować chodzenie w parach. Wymyśliliśmy „niewidzialne linki”, które rozciągały się między nami i dziećmi. Spacerowaliśmy po parku, wydając polecenia: „linka ma 5 metrów”, „linka ma 2 metry” i do takiej odległości dzieci mogły się od nas oddalać. Kiedy wyruszaliśmy na wycieczki do miasta, nie byliśmy kojarzeni ze szkołą czy przedszkolem – mężczyzna i kobieta, ściśle otoczeni gromadką osiemnaściorga dzieci”.
Elżbieta i Jerzy od początku uczyli swoich podopiecznych samodzielności:
„Pewnego razu postanowiliśmy sprawdzić samodzielność i zaradność naszych dzieci. Wyprowadziliśmy je do parku na Cytadeli na odległość około 1 kilometra od Domu Kultury, gdzie wtedy mieściła się nasza szkoła, i postawiliśmy im zadanie samodzielnego powrotu do niej. Po pokonaniu pierwszego zakrętu powróciliśmy skradając się w krzakach i doznaliśmy szoku. Dzieci, po krótkiej naradzie, ustawiły się w pary i z raźnym śpiewem ruszyły w kierunku szkoły. Obrazek był kompletnie surrealistyczny. Przypadkowi przechodnie przecierali oczy, myśląc, że zwariowali. A nasze dzieci z pieśnią na ustach, w szyku, którego nigdy ich nie uczyliśmy, dotarły do szkoły”.
Gdy inicjatywa Elżbiety i Jerzego zaczęła się rozrastać i w 1996 roku przy ul. Brandsteattera stanął budynek przywiezionej z Mierlo holenderskiej szkoły, do której uczniowie „łejerscy” mieli odtąd uczęszczać, jej przestrzeń zagospodarowana została także w nietuzinkowy sposób: „architekci myśleli w kategoriach nam bliskich. Nie ma korytarzy, schodów, piwnic. Nie słyszy się szkolnego wrzasku”.
Edukacja z teatrem i „duszą”
Aby ukazać koncepcję edukacji należy zwrócić się w pierwszej kolejności w stronę analiz Elżbiety Drygas, która pragnąc efektywnie pracować z dziećmi studiowała wiele publikacji oraz przyglądała się różnorodnym koncepcją edukacyjnym jeszcze przed rozpoczęciem pracy w charakterze nauczyciela dziecka w klasach 1 – 3. Elżbieta jest także m. in. autorką publikacji pt.: „Gotowe scenariusze lekcji aktywizujących, czyli jak odkleić dziecko do krzesełka i przywrócić mu wyobraźnię”. Książka powstała po wdrożeniu reformy oświaty w 1999 roku. W opracowaniu tym odnajdujemy apel o to, by umiejętność pisania, znajomość ortografii, gramatyki oraz umiejętność pisania uczniowie klas najniższych szkoły podstawowej nabywali poprzez zabawę i w oparciu o swoje naturalne potrzeby. W „Prologu” Elżbieta zaznacza:
„Naturalną potrzebą dziecka w wieku wczesnoszkolnym jest fizyczna aktywność, ruch działanie. Tymczasem w szkole spędza ono większość czasu na pupie, „przyswajając wiedzę” poprzez słuchanie i pracowite wypełnianie zeszytów ćwiczeń. Wydawało się, że lekarstwem na to będzie idea nauczania zintegrowanego, wychodząca z założenia, że „świat nie jest podzielony na przedmioty” i likwidująca następujące po sobie 45 – minutowe lekcje języka polskiego, matematyki, środowiska itp. Z moich obserwacji wynika jednak, że nauczanie to często sprowadza się po prostu do stosowania podręczników zintegrowanych. Na dodatek konkurujące ze sobą wydawnictwa prześcigają się w wyręczaniu nauczyciela w jakikolwiek twórczym wysiłku, produkując dla każdej klasy nawet po kilkanaście „książek dla ucznia” Większość z nich każe dziecku siedzieć na krzesełku i wymusza mechaniczne wypełnianie zestawów ćwiczeń. Biada nauczycielowi, który poddałby te zeszyty krytycznej ocenie i zrezygnował na przykład z realizacji jednej trzeciej tych wysiadywanych zadań”.
Postulaty te, wyrażone przez „łejerską” pedagożkę w prologu, są niezwykle istotne w świetle problemów sygnalizowanych przez badaczy pedagogiki wczesnej edukacji w Polsce, której m. in. zarzuca się, iż nadal koncentruje się nie na dziecku, a na realizacji założeń programowych. Jak zauważa Józefa Bałachowicz, na etapie edukacji wczesnoszkolnej „należy wyposażyć każdą jednostkę w „paszport do życia”, który pozwoli jej lepiej pojąć swoje potrzeby egzystencjalne i rozwojowe, zrozumieć innych i w ten sposób uczestniczyć we wspólnym dziele i życiu w społeczeństwie. Badaczka przekonuje, że w procesie edukacji dziecka „nie chodzi tylko o elementarne umiejętności szkolne, jak czytanie, pisanie, liczenie, ale o miejsce podstawy socjalizacji dziecka w społeczeństwie demokratycznym, uczenia się trudnej sztuki wyboru wartości wyznaczających kierunek „układania się” ze światem i samym sobą. Tymczasem polski system oświaty, już na etapie edukacji dziecka „w klasach początkowych stosuje (…) model edukacji niezgodny z wiedzą psychologiczną. Kilkuletnie przebywanie i uczestniczenie w takiej kulturze uczenia prowadzi do zmian w umyśle ucznia i niestety nie zawsze są to zmiany korzystne”. Współczesna szkoła oferuje dzieciom niejednokrotnie „warunki uczenia się niezgodne z ich specyfiką rozwojową i mechanizmami uczenia się. Wskutek takich działań szkoła jest nieczytelna rozwojowo, wsteczna (zatrzymuje dzieci w rozwoju, nie tworzy wyzwań) lub nawet deformacyjna”. Marzena Żylińska poszukując odpowiedzi dotyczącej funkcjonowania dzisiejszej szkoły, stwierdza nawet, iż trudno zrozumieć, dlaczego dziewiętnastowieczny model szkoły nie jest kwestionowany w XXI wieku. Autorka zauważa, iż „w tradycyjnej kulturze nauczania to nauczyciel wyznacza uczniom drogę rozwoju, jedną dla wszystkich. Uczniom w tym teatrze przypada rola wykonawców poleceń. Ich zadaniem jest działanie zgodne z planem nauczyciela, opartym na podstawie programowej”.
Wspomniana książka Elżbiety Drygas oraz stosowany przez nią sposób pracy z dzieckiem są propozycjami nasyconymi niestandardowymi rozwiązaniami. Ponieważ „łejerska” pedagożka apeluje: „odklejmy dziecko od krzesełka! Przywróćmy mu wyobraźnię!”, w publikacji odnajdujemy inspiracje opierające się na metodach aktywizujących – pojawiają się propozycje praktycznych implikacji opartych na technikach teatralnych, edukacji muzycznej i na literaturze dziecięcej. E. Drygas rekomenduje szereg pomysłów umożliwiających wspieranie procesu edukacji w obszarze umiejętności pisania, znajomości ortografii, gramatyki oraz umiejętności czytania, a także kształtowania się pojęć matematycznych w oparciu o zabawę i oraz naturalne potrzeby uczniów w okresie późnego dzieciństwa. E. Drygas zwraca nadto uwagę, iż niepokój budzi „amputowanie dziecięcej wyobraźni”.
Konstruując ramy eksperymentu pedagogicznego Elżbieta i Jerzy mieli świadomość, że ponieważ „nauczanie (…) to podstawowa funkcja szkoły” realizacja tej funkcji w nietypowej szkole „może budzić największy niepokój władz oświatowych i rodziców”. Jerzy zauważa, iż „już po roku działalności „teatralnej zerówki” przypinano nam łatki szkoły bezstresowej, miejsca, w którym się uczy marzyć, śpiewać i tańczyć…”. Autorzy wyjaśniają zatem jaką koncepcję edukacji dziecka przyjęli tworząc ramy programowe „Łejerów”:
„Głównym motywem uczenia się powinno być (…) uczenie się dla siebie, dlatego, że chcę coś wiedzieć, umieć, a także by przy pomocy nauki zdobyć kwalifikacje do pracy, którą będę z radością wykonywać”.
Intencją założycieli było wpieranie motywacji, która wynikać będzie z potrzeby „bogacenia się” dziecka. Autorzy eksperymentu przyjęli, iż nie będą popierać „uczenia się dla zaspokojenia czyichś oczekiwań, czy dla zdobywania za wszelką cenę najlepszych ocen” odrzucając rywalizację jako motywację uczenia się dziecka. Jak zaznacza założyciel placówki:
„Nie chcemy chować sfrustrowanych egoistów, którzy dla poczucia swojej wartości potrzebują świadomości, że ktoś jest od nich gorszy i nie pomagają nikomu, bo mógłby ich prześcignąć”.
Pedagodzy „łejerscy” pragnęli także, aby dzieci nabywały przede wszystkim umiejętności i nie koncentrowały się na wiedzy, której nie można zastosować w praktyce:
„Jazdy na nartach nie można się nauczyć w trzy dni, natomiast doskonale można opanować teorię narciarstwa. Tylko, jeśli ktoś opanuje tę umiejętność, to po dziesięciu latach przerwy stanie na stoku i… po krótkiej chwili pojedzie. Natomiast po zdobytej w trzy dni teorii już po miesiącu nie ma ani śladu. Takie refleksje budzi w nas obserwacja uczniów, zdających pod koniec roku szkolnego „rzutem na taśmę” teorię różnych przedmiotów, aby uzyskać lepsze oceny”.
Pedagog zaznacza ponadto, iż intencją twórców Szkoły Podstawowej nr 83 w Poznaniu była potrzeba zdobywania przez uczniów umiejętności, „które są trwałe i będą im pomocne w życiu”:
„Chcemy uczyć dzieci umiejętności mądrego i krytycznego czytania, umiejętności obserwacji, wyciągania wniosków, logicznego myślenia, wiązania faktów w logiczne ciągi itp. Chcieliśmy uczyć je przez działanie, bezpośredni kontakt z rzeczywistością. Chociażby czasami musiało się to odbywać kosztem rezygnacji z pewnej części encyklopedycznych wiadomości, których uczeń nie zapamięta, ale wie, gdzie ich szukać, gdy są mu potrzebne”.
Kolejnym założeniem edukacji w „Łejerach” jest „uczenie uczenia się”:
„Odpowiedzialność za zdobywanie wiedzy chcieliśmy w jak największym stopniu przesunąć z nauczyciela na ucznia. Rolą nauczyciela powinno być stworzenie warunków do aktywnego zdobywania wiedzy przez dziecko, konsultacje w miarę potrzeb i wspólna z uczniem ocena efektów jego pracy. Natomiast to uczeń powinien czuć się odpowiedzialny za swoją naukę i w jak największym stopniu samodzielnie się uczyć. Obecnie, uczeń najczęściej oczekuje, aby nauczyciel „wbił mu do głowy” wymagane wiadomości i dał za nie jak najlepszą ocenę (niekoniecznie odpowiadającą poziomowi wiedzy). Rola ucznia sprowadza się jedynie do „dobrego zachowania” na lekcji, ale i do tego powinien go zmusić nauczyciel. Oczywiście za to, że w praktyce powyższy model nauczania jest najczęściej realizowany, nie są odpowiedzialne dzieci, ale sposób organizacji systemu nauczania. I to właśnie chcieliśmy zdecydowanie zmienić w naszej szkole”.
„Łejerscy” pedagodzy pragnęli, by szkołę, którą założyli „opuszczały dzieci wrażliwe na sztukę, przyrodę i drugiego człowieka, dzieci znające i lubiące siebie, radzące sobie ze sobą i światem, dążące do własnego rozwoju, mądre, samodzielne, odważne, które umieją i chcą wybrać dziedziny, w jakich będą się doskonalić. Jeśli nawet popełnią w tym wyborze błąd, to potrafią z radością zacząć wszystko od początku w innej dziedzinie”.
Jerzy oraz Elżbieta mieli od początku ich działalności pedagogicznej świadomość, że im wcześniej dzieci „nasiąkną” motywacją do doskonalenia się i im wcześniej doświadczą w obszarze edukacji autonomii, tym ważniejsze będą dla nich poczucie sprawstwa i potrzeba ustawicznej edukacji w przyszłości.
W ramach edukacji w klasach 1 – 3 na terenie szkoły pojawiają się często tzw. „wzbogacacze” – osoby zaprzyjaźnione ze środowiskiem „Łejerów”, które uczestniczą w lekcjach i tworzą okoliczności do poszerzania kompetencji szkolnych dzieci. Jerzy Hamerski zaznacza, że „wzbogacacze” to „ludzie, którzy lubią dzieci, a dzieci lubią ich”. Wśród „wzbogacaczy” wyróżnić można wielu rodziców, którzy okrywają przed dziećmi kulisy swoich zawodów, ale także artystów: muzyków, poetów, pisarzy, aktorów, reżyserów, ilustratorów, ponadto przyrodników oraz innych „przyjaciół” szkoły mających wolę wzbogacenia edukacji dzieci o własne doświadczenia.
Konkluzja
Jak zaznaczał Jerzy wyjaśniając pomysł powołania do życia „teatralnej zerówki”:
„Z dotychczasowych, wieloletnich doświadczeń pedagogicznych wiedzieliśmy, że każde dziecko to odrębna historia, że są dzieci takie jak inne, ale ich struny odbioru świata są jakieś czulsze, wrażliwsze. Łatwiej u nich o zachwyt, ale też i znacznie łatwiej o cierpienie, czasami zbyt duże. Więc „uciekają”, stają się „inne”. Inne to znaczy nieznośne, histeryczne, przemądrzałe, dziwne, jakieś nienormalne. Nienormalne? A co rozumiemy przez normalność? Najczęściej przeciętność, średnią normę, niesprawianie kłopotów. Co robią więc dzieci „inne”? Przede wszystkim boją się swojej „inności”, przystosowują się do przeciętnej, bronią agresją, ucieczką w dziecinność, w świat marzeń, w który tak łatwo się przenieść i gdzie bez trudu zdobywa się poczucie bezpieczeństwa, uznanie, poczucie swojej wartości. Po co więc wysilać się w świecie rzeczywistym, tak trudnym?”.
W opinii założyciela SP nr 83, energia dzieci znajdujących się w sytuacji niezrozumienia zużywana jest niepotrzebnie „na obronę, ucieczkę, przystosowanie, a nie na to, by rozwijać w sobie to, czym się zostało przez los obdarzonym. I te dary jakże często giną bezpowrotnie”.
Poznańscy pedagodzy postanowili stworzyć koncepcję szkoły opartą na tzw. „moszczeniu dzieciom swojskich gniazdek”, by dzieci „czuły się bezpiecznie, by znalazły w nich miejsce, gwarantujące swobodny, twórczy rozwój, miejsce, gdzie się głęboko przeżywa, doświadcza, rozumie”. W efekcie ich doświadczeń pedagogicznych w edukacji wczesnoszkolnej realizowany jest program „zarażania” potrzebą czytania, „bywania wśród zwierząt i roślin, śpiewania pieśni i codziennego słuchania Chopina czy Mozarta w czasie relaksu”. To „zarażanie” „przybiera też formy wyższego wtajemniczenia – kreacji, a więc wyrażania siebie piórem, pędzlem, słowem i gestem”.
Założyciele „teatralnej zerówki” pragnęli nauczyć dzieci „po prostu żyć: niezależności od opinii innych ludzi, wyrażania uczuć żalu, złości, mówienia „nie”, obrony własnych praw, sposobów rozwiązywania konfliktów. Wyrażania uczuć pozytywnych, poznawania siebie, tworzenia własnego pozytywnego portretu, lubienia siebie. A gdy to nie pomaga, to wyładowania złości na poduszce, uspokojenia przez jogę i relaks”.